Jednomandatowe okręgi wyborcze – wróg Frontu Narodowego

Front-NationalWszystkie sondaże wskazują na zwycięstwo Frontu Narodowego (Front National) we francuskich wyborach do Parlamentu Europejskiego. Narodowcy z poparciem 23-24% elektoratu dystansują zarówno opozycyjną centroprawicę z Unii na rzecz Ruchu Ludowego (Union pour un Mouvement Populaire) jak i rządzącą Partię Socjalistyczną (Parti socialiste). Wybory do PE odbywają się według ordynacji proporcjonalnej, więc Front może liczyć na to, iż liczba mandatów parlamentarnych będzie odzwierciedlać rzeczywiste poparcie dla partii. W krajowych wyborach nie jest to bowiem możliwe.

Front jest bowiem ofiarą dwustopniowego systemu jednomandatowych okręgów wyborczych, który został ustanowiony w latach osiemdziesiątych właśnie w obawie przed wzrostem popularności narodowców. Wprowadzony w 1958 roku system jednomandatowych okręgów wyborczych został bowiem zawieszony przez prezydenta Françoisa Mitteranda na czas wyborów w 1986 roku. Socjalistyczny prezydent uważał, że dzięki temu poprawi wynik swojego ugrupowania, co okazało się prawdą. Zbiegło się to jednak ze wzrostem poparcia dla narodowców. W wyborach 1981 roku, Front uzyskał jedynie 44 tysiące głosów (0,2%). Pięć lat później partię Jean Marie Le Pena poparło już 2,7 miliona Francuzów (9,8%), co dzięki przejściowej ordynacji przełożyło się na 35 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. FN uzyskało jeszcze więcej głosów dwa lata wcześniej, gdy w wyborach do Parlamentu Europejskiego otrzymało 11% i 10 mandatów europarlamentarnych.

Dobre rezultaty we wspomnianych wyborach, a także 14,4% poparcia dla Le Pena w wyborach prezydenckich 1988 roku, spowodowały oczywiście powrót do jednomandatowych okręgów wyborczych z dwoma turami głosowania. W kolejnych wyborach do krajowego parlamentu w 1988 roku, Front otrzymał takie samo poparcie jak dwa lata wcześniej, jednak zamiast 35, wprowadził tylko jednego posła. Przeciwko narodowcom zawiązała się koalicja od centroprawicy po skrajną lewice, tworząc tzw. kordon sanitarny wokół FN. Jeśli kandydat Frontu przechodził do drugiej tury wyborów parlamentarnych, wszystkie pozostałe partie wspierały jego przeciwnika. Nie było więc niczym szczególnym, iż kandydat partii komunistycznej otrzymywał poparcie ugrupowań konserwatywnych i vice versa.

W latach dziewięćdziesiątych Front otrzymywał więc jeszcze większą ilość głosów niż chociażby w 1986 roku, lecz miał co najwyżej jednego przedstawiciela w parlamencie. Chociażby w 1997 roku FN otrzymało w pierwszej turze prawie 3,8 miliona głosów (14,9%), a w drugiej 5,7% (spadek wynikał oczywiście z mniejszej ilości kandydatów FN w drugiej turze w porównaniu z pierwszą), wprowadzając zaledwie jednego parlamentarzystę. Podobna sytuacja ma miejsce po ostatnich wyborach z 2012 roku. Narodowców poparło 3,5 miliona wyborców (13,6%), reprezentowanych obecnie jedynie przez dwie osoby. Oznacza to, że trzecia siła polityczna Francji, mająca trzykrotnie mniejsze poparcie od zwycięskich wówczas socjalistów ma aż o… 329 posłów mniej.

Wyraźnie widać, że jednomandatowe okręgi wyborcze mające swoich zwolenników także w Polsce, powodują brak reprezentacji politycznej sporej części wyborców, którzy muszą albo głosować na „mniejsze zło” narzucone przez dogadane między sobą partie od prawicy po lewicę, albo po prostu nie idą do urn. Mimo niedoskonałości systemu proporcjonalnego, brak parlamentarnej reprezentacji kilkunastu procent wyborców, trudno uznać za dobrze funkcjonującą demokrację Nieprawdą jest również jakoby JOW-y powodowały odpartyjnienie systemu politycznego, promując niezależnych kandydatów znanych w swoich regionach. W ostatnich latach do francuskiego Zgromadzenia Narodowego nie dostał się żaden bezpartyjny kandydat, a wejście do parlamentu bez partyjnej afiliacji jest właściwie niemożliwe.

Podobnie jest w Wielkiej Brytanii, która w porównaniu do Francji ma jednak tylko jedną turę wyborów do Izby Gmin. W brytyjskim parlamencie zasiada obecnie tylko jeden poseł niezależny, a podczas większości elekcji w ciągu ostatnich kilkunastu lat, uznania w oczach wyborców nie uzyskał żaden bezpartyjny kandydat. Polem do popisu dla ugrupowań spoza trzymającej układ trójki czyli Partii Konserwatywnej, Partii Pracy i Liberalnych Demokratów, są więc podobnie jak w przypadku Francji, wybory do Parlamentu Europejskiego. Elekcja sprzed pięciu lat wykazała, że brytyjscy wyborcy już wówczas chcieli zagłosować na partie spoza układu. Drugie miejsce w wyborach uzyskała, co prawda słusznie krytykowana przez narodowców, Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa na czele której stoi ekscentryczny Nigel Farage. Otrzymała ona wówczas 2,5 miliona głosów czyli 16,5% poparcia. Do PE dostali się również nacjonaliści z Brytyjskiej Partii Narodowej (British National Party), na których zagłosowało 943 tysiące wyborców, czyli 6,2% głosujących. Rok później w wyborach do brytyjskiego parlamentu, obie partie otrzymały po kilkaset tysięcy głosów mniej (UKIP otrzymał 919 a BNP 564 tysiące), nie mając tym samym reprezentacji parlamentarnej, która stała się jednak udziałem chociażby irlandzkich nacjonalistów z Sinn Fein, którzy uzyskali 5 mandatów przy 171 tysiącach głosów. Trudno więc uważać JOW-y za system odpowiednio reprezentujący wyborców… Warto też wspomnieć, że również w wypadku JOW-ów, o wystawieniu danych kandydatów decydują władze partyjne. Tak było po głośnym buncie brytyjskich konserwatystów w 1992 roku, gdy część Torysów opowiedziała się przeciwko swojemu premierowi, Johnowi Majorowi, głosując przeciwko ratyfikacji traktatu z Maastricht, co dla części z buntowników oznaczało brak poparcia partii w kolejnych wyborach parlamentarnych

Jak widać JOW-y w Polsce doprowadziłyby do jeszcze większego zabetonowania systemu partyjnego, skazując nas zapewne na ciągły pojedynek pomiędzy Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością, bez większych szans na zmianę takiego stanu rzeczy. Trudno oczekiwać, aby w naszym mało zaangażowanym społeczeństwie, wyborcy podejmowali bardziej świadome decyzje niż we Francji czy Wielkiej Brytanii, interesując się lokalnymi liderami, zamiast propagandą i liderami największych partii politycznych, prezentowanych w telewizji i innych środkach masowego przekazu. Gdyby JOW-y wyłaniały zresztą jedynie bezpartyjnych kandydatów, jak wyglądałoby wyłanianie rządu i wspierającej go koalicji? Zmiana systemu z proporcjonalnego na większościowy nie jest więc rozwiązaniem. Zmiany systemowe powinny dotyczyć przede wszystkim zwiększenia inicjatywy ustawodawczej obywateli, organizacji referendów w najważniejszych sprawach, a także decentralizacji systemu władzy.

MM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s